piątek, 15 maja 2015

Rozdział 2



LUNA

 Mój dom mieścił się niedaleko miasta, a ogród łączył się z lasem. Nie wiem co się stało z poprzednim mieszkaniem lecz jak prosiłam tu sprowadzono wszystkie moje rzeczy.
Budynek składał się z piwnicy, parteru i jednego pietra. Mieścił w sobie cztery sypialnie i trzy łazienki. Do tego dochodziła wielka kuchnia i salon, a między nimi znajdowała się jadalnia, czyli stół z ośmioma krzesłami wykonany ze ciemnego dębu.
Stanęłam przed domem i zmierzyłam go nieprzyjemnym wzrokiem. Gdy wczoraj tu dotarłam nie miałam czasu na zwiedzenie go i przyznam, że chęci też żadnych nie miałam. Po prostu rzuciłam się na kanapę, zwinęłam w kulkę i usnęłam. A rano śpieszyłam się do tej zakichanej szkoły. Może i mówiłam bez sensu, ale nie widziałam nic, co by mi się przydało po niej. Nie planowałam iść do żadnego colegu, jedynie przeprowadzić się w jakieś spokojniejsze miejsce. Nic mnie już tu nie trzymało.
Przyznam, że Peter miał niezły gust.
Dom wykonano z ciemnej kostki, a z ciemno-brązowej cegły, a dach z czarnych dachówek. Łukowate okiennice znajdowały się na pierwszym piętrze. Podwórko przed domem miało wielki zajazd, ozdobiony po bokach różnymi krzaczkami. Całą posesje ogradzała stalowe ogrodzenie z otwieraną na pilota bramą. Wpisałam kod do furtki z poprzedniego domu, a ta bez większych ceregieli otworzyła się. Tu znajdował się ten sam system alarmowy co w moim poprzednim miejscu zamieszkania, więc bez problemu dostałam się do środka.
Rzuciłam torbę na komodę i ściągnęłam buty, aby nie ubrudzić podłogi, gdyż nie uśmiechało mi się później latać z mopem po pokojach. Ruszyłam do kuchni w poszukiwaniu jakiegoś jedzenie. Jednak lodówka była pusta i nawet nie podłączona do prądu, więc po krótkiej męczarni udało mi się ją uruchomić.
Czego mogłam się spodziewać? Wielkiego komitetu przywitalnego? Dziesiątki bukietów róż i różowego balonika z napisem Witamy w domu? Dopiero dzisiaj niektórzy dowiedzieli się o moim powrocie. Do innych ta informacja niebawem dotrze, więc musiałam ewakuować się z mieszkania. Wiedziałam, że będą chcieli ze mną porozmawiać, ale nie byłam w żadnym nastroju do rozmów. Więc zamknęłam dom i wyszłam tylnymi drzwiami na ogród.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to pusty basen. Uwielbiałam się kąpać, więc to była tylko kwestia czasu, kiedy napełnię go wodą. Miałam duży ogród, w którym także znajdowały się jakieś krzewy. Tuż przy płocie dostrzegłam kilka jabłonek, które jeszcze dawało owoce. Koniec ogrodu rozpoczynał się wejściem do lasu i tam też znalazła się kolejna furtka, a przy niej drewniana chatka zapewne na jakieś narzędzia czy sprzęt ogrodniczy.
I nie myliłam się. Znalazłam kosiarkę i pełno nożyc do różnych krzaków. Może i ktoś zdziwiłby się, gdyby zobaczył łóżko w takim miejscu, ale dla mnie było to normalne. Nasze domy znajdowały się blisko lasów, aby umożliwić nam szybkie dotarcie tam. Czasami, gdy rodzice w nocy wracali z polowań i nie mieli sił, aby dotrzeć do domu zostawali w takim miejscu. My, wilki, podczas przemiany w człowieka wyglądaliśmy tak, jak nas Bóg stworzył. I nie powiem, że po takim maratonie w lesie jakoś zachowywaliśmy czystość. A mama miała obsesje na jej punkcie. Czyli broń cię boże wejdź w butach na jej ukochany dywan. Śmierć na miejscu.
Dlatego też stworzono takie pomieszczenia, abyśmy mogli normalnie przeczekać ten okres tuż po powrotnej przemianie.
Rozebrałam się układając ciuchy w ładny stos. Uchyliłam drzwi i z rozbiegiem wpadłam do lasu zamieniając się po drodze w wilka. Moje wielkie łapy uderzyły o ziemię, a ja zachwiałam się na moment. Każda przemiana była bolesna, więc potrzebowałam chwili, aby ten ból choć trochę ustąpił.  
Pokręciłam pyskiem i biegłam przed siebie. Musiałam zachować jednak ostrożność, aby nikt mnie nie zauważył. Byłam jak duch. I tak miało pozostać.
Po kilkunastu minutach dotarłam do wyznaczonego miejsca. Była to drobna polana osadzona w środku lasu. Miejsce idealne do ćwiczeń. Kiedyś znajdowały się tu drzewa, lecz ścięto je dawno temu, a wysoka trawa i różne chwasty wyrosły na jej miejscu. Po tamtym incydencie został jedynie wielki pień pośrodku tego miejsca. Kawałek drzewa, na którym siedział mężczyzna.
Podeszłam do niego w postaci wilka i klapnęłam na ziemię nieopodal. Mężczyzna odwrócił się i uśmiechnął do mnie.
Mama zawsze się śmiała, że byłam wykapanym tatusiem. Ten sam odcień włosów i szarych tęczówek. Ponadto, gdy się uśmiechaliśmy pojawiały nam się dołeczki w policzkach. Jake, choć był moim bliźniakiem, to wdał się w mamę. Ale niektórzy nadal dostrzegali podobieństwa między nami. Między innymi mieliśmy te same uśmiechy, a Carrie stwierdziła kiedyś, że mamy podobny temperament i tak samo się denerwujemy.
W końcu spędziliśmy razem osiemnaście lat w jednym domu. Niektóre rzeczy przyswaja się automatycznie.
Tato – posłałam mu swoją myśl.
Tak się komunikowaliśmy gdy byliśmy w postaci wilka. Ojciec uśmiechnął się ukazując dwa dołeczki w policzkach. Jego blond włosy nieco przyciemniały. Nie był jakoś przesadnie stary, a gdy się uśmiechał czasami wyglądał jak nastolatek.
Spóźniłaś się – zagaił mnie. Zaskamlałam i uniosłam łapę, jakbym chciała mu przybić piątkę. – Dobrze, powtórzmy ostatnią lekcję – wstał i stanął naprzeciwko mnie. – Będziemy kontynuować wczorajszą lekcję – ogłosił. – Połóż się i wsłuchaj się w las.
Zrobiłam to co kazał. Położyłam się na brzuchu. Zamknęłam oczy całkowicie poddając się lasowi i jego mieszkańcom.
Świetnie – pochwalił. – Teraz skup się na tym, co jest przed tobą. Słyszysz?
Słyszałam cichy szelest liści i obijających się o siebie gałęzi. Słyszałam stukot kopyt stada, które szukało jedzenia na polu.
– Siedem – przesłałam mu swoją myśl. – Dwa młode.
Właśnie tak, Luna. A teraz chcę, abyś do nich podeszła na tyle blisko, na ile będzie to możliwe.
Uniosłam się i już miałam ruszać, gdy wiatr mocniej zawiał, a do moich nozdrzy doleciał kolejny zapach. Człowiek.
– Tato, tam ktoś jest – odwróciłam się do niego.
Więc sprawdź to – odrzekł, a następnie zniknął między drzewami.
Moja relacja z ojcem była dość specyficzna. Widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, gdy byłam pod postacią wilka. Odbywaliśmy prywatne lekcje. Nikt o nich nie wiedział i nie mógł się dowiedzieć.
Ruszyłam za zapachem, którego źródło doprowadziło mnie prawie do mojego domu. Ten człowiek znajdował się w kawałku lasu, który należał do mojej rodziny. Gdy dzieliło nas tylko kilkanaście metrów zwolniłam, aby mnie nie usłyszał.
Między drzewami dostrzegłam klęczącego na liściach chłopaka. Postanowiłam schować się za krzakami i obserwować jego poczynania. Spoczęłam na skraju lasu.
Ciemnowłosy miał na sobie strój sportowy, a jego włosy były wilgotne od potu. Wciąż męczył się z czymś, a ja z ciekawości postanowiłam podejść do niego bliżej. Usiadłam niecałe dziesięć metrów przed nim i w milczeniu obserwowałam go.
Ja pierdole... – westchnął. Wiedziałam, że już kiedyś słyszałam ten głos.
Kurwa! – krzyknął, przez co mnie wystraszył. Z mojego gardła wydobył się głośny warkot.
Chłopak słysząc to gwałtownie się obrócił i odskoczył do tyłu, upadając boleśnie na tyłek.
Poczułam się głupio tak go wystraszając...
Nie zbliżaj się! – wrzasnął i wyciągnął ręce przed siebie. Pokręciłam głową i spojrzałam na niego.
Stoner. To był ten nowy uczeń.
Położyłam się na ziemi i spojrzałam na niego najsłodszym wzrokiem, na jaki mogłam się wydobył, skamląc przy okazji.
Idź stąd! – ponownie wrzasnął.
Brawo, Ericu. Krzycz i jawnie ukazuj swój strach. Dzikie zwierzęta to uwielbiają.
Walnęłam się łapą w pysk. To był taki mój facepalm w wilczej wersji. Nagle uniosłam głowę i lekko ją przekrzywiłam wciąż się na niego patrząc. Wiem, że to głupie, ale Jake mówił mi, jak zachowują się oswojone zwierzęta. Moja wersja przedstawienia tego była dość... upokarzająca. Ale musiałam przyznać, że brakowało mi trochę towarzystwa innych, chociaż tylko będąc wilkiem mogłam się do tego przyznać.
A kysz! – padłam na bok, gdy utworzył z palców krzyż.
Coś przede mną zapiszczało, a moje uszy stanęły na baczność przysłuchując się temu dźwiękowi. Był to ptak, który został uwięziony w siatce. Zastanawiałam się, co Stoner robił przy nim, więc podeszłam do zwierzęcia. Ledwo dyszał, a jego skrzydła zaplątały się w sznurek. Chłopak zapewne próbował go rozwinąć, jednak gdy mu się to nie udało, chciał go przeciąć.
Podeszłam do pułapki i chwyciłam sznur między zębami.
Zostaw go – odezwał się Stoner i ruszył w moim kierunku, lecz gdy na niego spojrzałam ten wycofał się.
Przycisnęłam pułapkę łapą i zębami próbowałam przegryźć materiał. Trochę mi to zajęło, ale w końcu się udało. Sznurek nie był zbyt gruby, ale człowiek bez noża zdecydowanie nie potrafiłby to rozerwać.

Ostatni raz uniosłam wzrok na człowieka, a następnie odwróciłam się i ruszyłam w stronę swojego domu. Musiałam tu wrócić w swojej ludzkiej formie i dokładniej zbadać to miejsce. Chciałam się też dowiedzieć kto był na tyle głupi, aby ustawić na moim terenie pułapki.




Miało być raz w tygodniu, ale Loncia oczywiście zapomniała dodać rozdział... :D 
Przepraszam, za brak wcięć akapitowych, ale nie chciało mi się ich robić... :c 
Wybaczycie mi to, prawda? Xd
Jak wam mija tydzień? Przyznam, że mi bardzo dobrze :D Ostatnio zaczęłam jazdy i nikogo nie rozjechałam! Wszyscy żyją... Na razie :D 
Ugh... Wy też od rana kichacie? ;__; Kochane kasztany... Eh... 
Dobra, pisać co u was! Normalnie stęskniłam się za wami :*
Pozdrawiam
L <3

3 komentarze:

  1. Heej ;) Opowiadanie powoli się rozwija, a ja nadal nie mam pojęcia, co o nim powiedzieć :/ No ale postaram się coś z siebie wykrzesać ;)
    Pierwsze, co mi przychodzi na myśl, to, dlaczego ktoś miałby zastawiać pułapkę? I co tam robił Eric? No tego to już się nawet nie próbuję domyślać, ale mam nadzieję, że się dowiem ;)
    Bardzo podobały mi się opisy tego jak biegła czy jak wsłuchiwała się w przyrodę, albo jak potem próbowała przekonać Erica, że nie jest taka straszna :D
    Prywatne lekcje z jej tatą? A niby dlaczego nie chce, żeby się ktokolwiek o tym dowiedział? Aż tak chce zgrywać samowystarczalną, czy może tu chodzi o jej ojca?
    Na razie więcej pytań niż odpowiedzi, no ale chyba zawsze jest tak na początku opowiadania ;)
    Wspaniały gif na koniec, bardzo mi się podoba :D
    Hm... mój tydzień? Cóż, oprócz tego, że w środę musiałam się zwolnić z trzech ostatnich lekcji, bo się źle czułam, oprócz tego, że od wczoraj wieczora jestem przeziębiona, to chyba w sumie okej :D Pochwalę się, że byłam dzisiaj u fryzjera :D
    Pozdrawiam serdecznie!
    Zuza <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział połknęłam za jednym tchem! Wspaniały ! :)
    Idealnie opisałaś otoczenie, oraz realcję z Ericiem haha :D
    O co chodzi z jej ojcem?
    Kto te pułapki zastawił? Chcę to szybko wiedzieć kochana !!!

    Co u mnie? nuda, tworzę, uczę się, tworzę i szukam pracy xD
    :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super bardzo mi się podoba lubię takie klimaty :3
    Mam nadzieję że rozdział pojawi się niedługo

    Życzę weny,weny i jeszcze raz weny ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń